you're reading...
Kebab i inne smakołyki, Miejsca, Obyczaje

Mersin, Kızkalesi, Cennet ve Cehennem

Jakiś czas temu pisałam o Adanie, dziś zacznę opisywać jej okolice. Oprócz tego udzielę bardzo ważnej porady, która może pomóc wam kiedyś zaoszczędzić czas, benzynę, pieniądze, siły, nerwy, a nawet uchronić przed poparzeniem słonecznym.

Wróćmy więc do lipca 2009. Po pewnym czasie, gdy nieco oswoiłam się z egzotyką Adany postanowiłam wyjechać poza granice miasta i zobaczyć okoliczne atrakcje. Jako pierwszy cel obrałam Morze Śródziemne i leżące nad nim miasto Mersin znane tez jako İçel. Gdy wychodziłam z domu moja turecka rodzina podpowiedziała mi, że będąc w Mersin koniecznie muszę wybrać się na plaż Kızkalesi, bo jest szeroka, piaszczysta i ogólnie jest super i çok güzel (bardzo piękna). Zapisałam nazwę na kartce i postanowiłam, że oto jak tam dotrzeć zapytam na miejscu.

 Mersin jest miastem dużym (zamieszkuje je prawie milion osób), ale turystom nie ma zupełnie nic do zaoferowania poza portem, nota bene jednym z największych w tej części Morza Śródziemnego, i promenadą. Będąc tam należy jednak koniecznie spróbować tantuni – typowej dla tego regionu potrawy. Jest to bardzo drobno pokrojone mięso wołowe lub cielęce duszone na małym ogniu, podawane wraz posiekanymi pomidorami, pietruszką, cebulą i przyprawami, zawinięte w specjalny cienki placek. Na pierwszy rzut oka przypomina dürüm, smakuje jednak o wiele lepiej.Tantuni

Po objedzeniu się tantuni i zorientowaniu się, że w mieście nic ciekawego do zwiedzania nie znajdziemy postanowiłyśmy z Doris (Chinka, z którą pracowałam, zaprzyjaźniłam się i razem podróżowałyśmy) udać się na osławioną plażę Kızkalesi. Zapytałyśmy pewnego starszego pana pokazując kartkę z nazwą, ten nie znając angielskiego pokazał ręką nam kierunek. Dopytałyśmy czy daleko – powiedział, że nie. Ruszyłyśmy więc i szłyśmy wzdłuż wybrzeża. Minęło 20 minut skończył się port, minęło 40 minut, a plaży wciąż nie było. Zapytałyśmy ponownie, tym razem młodego chłopaka. Ten znając podstawy podstaw angielskiego próbował nam wytłumaczyć, że nas zawiezie samochodem. Stwierdziłyśmy, że to albo naciągacz albo porywacz – szybko podziękowałyśmy i postanowiłyśmy iść dalej. Po godzinie zmęczone, spocone i spalone jak raki dotarłyśmy do restauracji – pierwszej, którą zobaczyłyśmy od pół godziny. Tu szczęśliwym trafem natknęłyśmy się na kelnera płynnie mówiącego po niemiecku (ALLELUJA!!). Zapytałam czy ta plaża to daleko stąd. –Ależ skąd! Blisko! – odpowiedział. –To ile czasu jeszcze musimy iść? – dopytywałam. I w tym momencie popatrzył na nas jak na dwie wariatki i ryknął śmiechem, po czym powiedział – Na pieszo tam dziś nie dojdziecie. To 60 km (!!!) stąd. Możecie wziąć dolmuş albo autobus. Teraz my spojrzałyśmy na niego jak na wariata i nie wiedziałyśmy, czy śmiać się czy płakać – miało być blisko przecież. Jednego się jednak nauczyłyśmy – pytając w Turcji o drogę należy dokładnie pytać o kilometry ewentualnie o czas potrzebny na podróż. Pojęcia takie jak ‘blisko’ i ‘daleko’ są bardzo względne.

Dowiedziałyśmy, się ze busiki do Kızkalesı odjeżdżają z przystanku, który znajduje się na trzeciej równoległej ulicy od tej, przy której znajduje się restauracja. Ruszyłyśmy więc z nadzieją, że wreszcie tę piekielną plażę znajdziemy. Odliczyłyśmy ulice, doszłyśmy do trzeciej równoległej i okazało się, że żadnego przystanku tam nie ma. Ba! Uliczka była tak wąska, że z trudnością mieścił się na niej samochód osobowy, a co dopiero bus! Stałyśmy bezradne, naszą jedyną nadzieją było trzech chłopaków stojących nieopodal. Zapytałyśmy, czy któryś z nich mówi po angielsku – żaden nie mówił. Pokazałam więc kartkę i dodałam Bus. Kızkalesi Bus. Kiwnął głową, powiedział sakramentalne Tamam i kazał iść za sobą. I szczęśliwe znowu chyżo podążłyśmy za naszym przewodnikiem, który nas zaprowadził (UWAGA!!!)… do szkoły językowej!!! A ze była to sobota, w szkole zastaliśmy tylko sekretarkę znającą jedynie turecki. Zadzwonili wiec do jednej z nauczycielek. Ta akurat była na wakacjach, ale chętnie pomogła i wszystko przetłumaczyła. Jak się okazało – chłopak nas zrozumiał, ale nie wiedział czy dobrze, wiec postanowił się upewnić. To się nazywa asekuracja! Ostatecznie zaprowadził nas na przystanek (trzecia SZEROKA równoległa ulica), zatrzymał autobus i wyjaśnił kierowcy, gdzie nas wysadzić.

W końcu dotarłyśmy na miejsce. Naszym oczom ukazała się piękna, piaszczysta, dość pusta plaża z parasolami i leżakami, turkusowe morze, a w tle stary zamek otoczony ze wszystkich stron wodą. Zamek Panny (Kızkalesi) został zbudowany najprawdopodobniej w XII w. w odległości ok 200 metrów od lądu. Co więcej, odkryłyśmy, ze znajdują się tam ruiny jeszcze jednego zamku – Korykos. Ten tradycyjnie, po bożemu i bez żadnych ekstrawagancji został zbudowany na ladzie. Co ciekawe, na plaży nie ma prawie obcokrajowców. W większości wygrzewają się tam ciała tureckie. Wyraźnie też widać jak bardzo pod względem obyczajowości różnią się obywatele tego kraju. Obok wyzwolonych pań w skąpym bikini leżały tudzież siedziały bogobojne muzułmanki odziane od stóp do głów w specjalny strój kąpielowy, który zasłania wszytko, ale ponoć przepuszcza wodę, jest przewiewny i szybko schnie.

Na plażę Kızkalesi wróciłam później raz jeszcze, w innym lecz równie doborowym towarzystwie: Ewy, Łukasza i Katii (wszyscy tak jak ja byli stażystami). Tym razem oprócz opalania naszych bladych twarzy zrobiliśmy wyprawę do pobliskich (ok. 5 km), krasowych zapadlisk pod wdzięczną nazwą Niebo i Piekło (Cennet ve Cehennem). Niebo jest większe, dłuższe, szersze i wymaga wysiłku, żeby się do niego dostać. Najpierw idzie się schodami w dół, mija się Kaplice Marii Dziewicy z V w., później wchodzi się do jaskini i oto jest się w Niebie. Z Piekłem sprawa jest znacznie prostsza. Nie ma tam wejścia, co najwyżej można oglądać je z tarasu widokowego. Jest to wielka, dość wąska dziura w ziemi, w dodatku głęboka (128 m.). Ponoć to właśnie w tym miejscu w starożytności Grecy widzieli wejście do Hadesu, w dodatku tu podobno Zeus więził pokonanego przez siebie Tyfona.

Pokaz slajdów wymaga JavaScript.

I tak to właśnie w tej Turcji jest. Mają turkusowe morze, porty, plaże z pięknymi zamkami, roznegliżowane panie w bikini cieszące się słońcem razem z tymi całkowicie zakrytymi, a przy okazji niebo i piekło tuż obok siebie…

Reklamy

Dyskusja

Brak komentarzy.

Skomentuj

Wprowadź swoje dane lub kliknij jedną z tych ikon, aby się zalogować:

Logo WordPress.com

Komentujesz korzystając z konta WordPress.com. Wyloguj / Zmień )

Zdjęcie z Twittera

Komentujesz korzystając z konta Twitter. Wyloguj / Zmień )

Zdjęcie na Facebooku

Komentujesz korzystając z konta Facebook. Wyloguj / Zmień )

Zdjęcie na Google+

Komentujesz korzystając z konta Google+. Wyloguj / Zmień )

Connecting to %s

Archiwum

%d blogerów lubi to: