you're reading...
Codzienność, Inne, Ludzie, Miejsca

Hindus, Japończycy i koncert kosmity

To był wyjątkowy tydzień, inny od poprzednich i z pewnością długo pozostanie w mojej pamięci.

Wszytko zaczęło się w niedzielę wieczorem. Ömer poprosił, abym pojechała z nim powitać w hotelu gościa z Indii wizytującego ich firmę. Chętnie się zgodziłam, bo to w końcu podobne trochę do tego, co robią żony prezydentów, poza tym można poznać kogoś nowego i być może (taką miałam nadzieję) ciekawego. I przybył nasz gość miły, przywitaliśmy się i zaprosiliśmy go do hotelowej restauracji. Ömer zaczął pytać o podróż, zagadywać aby podtrzymać rozmowę, a ja próbowałam mu w tym pomóc. Cóż się okazało? Nasz gość zupełnie mnie ignorował! Byłam powietrzem. Reagował tylko na pytania Ömera, moje przechodziły bez echa, gdy coś próbowałam skomentować patrzył w okno. Po dziesięciu minutach poddałam się i postanowiłam siedzieć cicho gapiąc się beznamiętnie w ścianę. Byłam zła i jedyną rzeczą na jaką miałam ochotę to zacytować klasyka i powiedzieć mu wprost Spi****** dziadu. Jeszcze nikt nigdy mnie tak nie potraktował! Całe szczęście było późno i niedługo potem musieliśmy wracać do domu.

We wtorek Ömer zapowiedział, że wieczorem zabiera mnie na kolację i będzie nam towarzyszył mój ulubiony Hindus. Nie muszę chyba pisać, jak bardzo się ucieszyłam i jak oczyma wyobraźni wyobrażałam sobie dwie godziny męczarni w milczeniu (a wiecie, że dla mnie – rasowego narratora kara to sroga). Wielkie było zaskoczenie, gdy mój ulubieniec powitał mnie jak starą, dobrą znajomą i wypytał jak minął początek tygodnia. Później pokazał zdjęcia z popołudniowej wyprawy na Uludağ, gdzie po raz pierwszy w życiu widział śnieg. Opowiedział o swojej żonie i dzieciach. Porozmawialiśmy o jedzeniu, obyczajach i religii. Ku mojemu zaskoczeniu był to bardzo udany wieczór. A na pożegnanie usłyszałam powalające na kolana: Good Night, Miss Moniś. Do tej pory zastanawiamy się, co było przyczyną tak radykalnej zmiany w stosunku do mnie.

Japończycy japońskie przysmaki japońskie ciastka

Dwa dni później przyjechali kolejni goście. Tym razem byli to dwaj dżentelmeni z Japonii. Jeden z nich jest siedemdziesięcioczteroletnim właścicielem dobrze prosperującej firmy w Tokio, drugi jego pracownikiem odpowiedzialnym za handel zagraniczny, a prywatnie nauczycielem angielskiego i mężem ślicznej Koreanki. Spędziliśmy z nimi dwa wieczory i zdecydowanie nie był to czas stracony. Panowie mają niezwykłe poczucie humoru, są bardzo otwarci i przyjaźni. Tematów było wiele. Jednym z nich było oczywiście MUJI. Fajnie usłyszeć opinię o tej marce od normalnego, japońskiego konsumenta bez europejskiego, snobistycznego zadęcia. Ponadto dowiedzieliśmy się, że w związku koreańsko-japońskim zachodzą podobne zjawiska jak w związku polsko-tureckim np. podczas sprzeczki czy dyskusji wyraźnie zdenerwowane partnerki zaczynają używać swojego ojczystego języka, a w rezultacie partner przestaje rozumieć, o co jej w ogóle chodzi 🙂

Moje serce podbił sędziwy Pan Hiroshi, który podczas dwóch wieczorów mówił wyłącznie po japońsku, ale wypowiedział dwa zdania po angielsku. Pierwsze dotyczyło skomplementowania mojego wyglądu, drugie zacytuję, bo jest wyjątkowo urocze: Monika is good people. I wszytko jasne! Na koniec otrzymaliśmy japońskie przysmaki i zaproszenie do Japonii (najlepiej jesienią, bo podobno właśnie wtedy jest najpiękniejsza).

 przed koncertemcelebryciKoncert a

W końcu nadszedł weekend i długo oczekiwana wyprawa do Stambułu na koncert Jamiego Lidella. Bilety mieliśmy kupione już od dwóch miesięcy, bez problemu udało nam się wsiąść na prom płynący do Stambułu (BUDO) i znaleźliśmy fantastyczny hostel w samym centrum miasta, tuż przy Placu Taksim – Planet Paprika Hostel (bardzo polecamy!). Jak na prawdziwych fanów przystało, a raczej fankę z osobą towarzyszącą, byliśmy 45 min przed koncertem i chyba po raz pierwszy udało nam się gdzieś dotrzeć przed wszystkimi! Zrobiono nam celebrycką fotę i delektując się złocistym Efesem oczekiwaliśmy na gwiazdę wieczoru. Koncert zaczął się z małym poślizgiem, ale później wszystko było dokładnie tak jak lubię: klimatycznie, bez tłumów i ścisku, bezpretensjonalnie i co najważniejsze można było się wytańczyć do woli. Ömer zaś skomentował Jamiego jednym zdaniem, które uważam najlepiej oddaje klimat całego wydarzenia : On jest kosmitą.

autograf Jamie

Po wszystkim przypadkiem udało nam się zdobyć autograf, zamienić kilka słów i zrobić wspólne zdjęcie. Możecie sobie wyobrazić – mojej radości nie było końca.

Następnego dnia postanowiliśmy nacieszyć się Stambułem. Co prawda nie lubimy tego miasta i nie wyobrażamy sobie mieszkania tam bo jest zbyt wielkie, tłoczne i drogie w dodatku, ale trzeba przyznać,  że jest to idealne miejsce na kilkudniowy wypad. To miasto niewątpliwie piękne, magiczne i oferujące więcej rozrywki niż wszystkie inne tureckie miasta razem wzięte. Cały dzień więc włóczyliśmy się po uliczkach nad Bosforem, a na koniec spotkaliśmy Izę i wspólnie zjedliśmy rybę złowioną na pograniczu dwóch kontynentów. W domu byliśmy dość późno, bo po 23. i padaliśmy ze zmęczenia. Mimo to zgodnie stwierdziliśmy, że to był bardzo udany tydzień. Oby takich więcej!

Reklamy

Dyskusja

4 thoughts on “Hindus, Japończycy i koncert kosmity

  1. Dziękuję za reklamę 🙂 I już dodaję twojego bloga do turko – blogów na moim blogu 🙂

    Posted by kornikova | 30/03/2013, 11:31
  2. jeden z moich ostatnich wieczór w Turcji 😀

    Posted by Izabela | 01/04/2013, 12:05

Skomentuj

Wprowadź swoje dane lub kliknij jedną z tych ikon, aby się zalogować:

Logo WordPress.com

Komentujesz korzystając z konta WordPress.com. Wyloguj / Zmień )

Zdjęcie z Twittera

Komentujesz korzystając z konta Twitter. Wyloguj / Zmień )

Zdjęcie na Facebooku

Komentujesz korzystając z konta Facebook. Wyloguj / Zmień )

Zdjęcie na Google+

Komentujesz korzystając z konta Google+. Wyloguj / Zmień )

Connecting to %s

Archiwum

%d blogerów lubi to: