you're reading...
Kebab i inne smakołyki, Miejsca

Smak Adany

Zagadnieniu jedzenia w Adanie postanowiłam poświęcić osobny wpis. Dlaczego? Ponieważ to miasto ma dość specyficzną kuchnię o bardzo bogatej tradycji i niektóre potrawy można zjeść tylko tam. Dla mnie jest to tez ważne sentymentalnie miejsce na mojej prywatnej mapie kulinarnej . To właśnie w Adanie po raz pierwszy zetknęłam się z prawdziwą kuchnią turecką (‘kebabów’ u nas w Polsce czy w Niemczech nie zaliczam jako dań tureckich, to tak gwoli ścisłości).

Już pierwszego dnia mnie poinformowano, że oto przybyłam do prawdziwej stolicy kebabu. Oczywiście poczułam powagę i wyjątkowość sytuacji. Później okazało się, co nie ukrywam bardzo mnie rozczarowało, ze każde miasto w Turcji uważa się za stolicę kebabu. Gdy jest się w Bursie – je się İskender Kebap, odwiedza się Urfę – trzeba zjeść Urfa Kebap, jedzie się do Mardin – i oczywiście zachęcają do zamawiania Mardin Kebap itd. Wieść gminna niesie, że w Turcji można znaleźć ponad PIĘĆDZIESIĄT rodzajów tej potrawy.Adana Kebab

Dla mnie jednak na zawsze numerem jeden pozostanie ADANA KEBAP. Jest to zmielone mięso, pieczone na specjalnym szpikulcu. Podawane na chlebie wraz z grilowaną papryką i pomidorami oraz dodatkami: pokrojoną cebulą przyprawianą czerwonym pieprzem, natką pietruszki, listkami mięty oraz ćwiartką cytryny. Jak jeść? Odrywamy/odkrawamy kolejno paski pieczywa. Na  tak przygotowany chleb nakładamy trochę mięsa i po odrobinie każdego z dodatków, skrapiamy sokiem z cytryny zawijamy w rolkę i jemyyyyyyyy…Miałam kilka kebabowych przygód, ale iście niezapomnianym przeżyciem była kolacja wraz z ‘moją rodziną z Adany’ i zjedzenie metrowego kebabu (dla wnikliwych – możliwe jest też ponoć zamówienie trzymetrowego).

Metrowy Kebab

Kolejnym hitem jest MUZLU SÜT czyli przepyszny koktajl bananowy, w skład którego wchodzą oczywiście banany, mleko, miód, cynamon i starte na proszek migdały. Zmrożony stanowi idealne śniadanie, drugie śniadanie, podwieczorek, a  nawet kolację. Kocham ten koktajl, ale to miłość trudna, niedostępna i bolesna. Niestety mój organizm średnio trawi banany, a jeszcze gorzej idzie mu z mlekiem. Raz jednak uległam pokusie i świadomie zgrzeszyłam wypijając dwie (nie mogłam się powstrzymać) duże szklanki tego szatańskiego specyfiku. Wybryk skończył całonocnym umieraniem i uczuciem jakby ktoś jednocześnie wsadzał kilkadziesiąt szpilek w mój biedny żołądek. Za łakomstwo płaci się boleśnie.

OLYMPUS DIGITAL CAMERA Baklava

W gorące, duszne dni trudno oprzeć się baklavie z lodową, śmietankową pierzynką. Nie jest to akurat coś typowego jedynie dla tego miasta, ale zawsze ilekroć wspominam tamtejsze upały moje myśli wędrują w stronę tych właśnie słodkości. BAKLAVA to chyba najpopularniejszy turecki deser zrobiony ze specjalnego, bardzo cienkiego ciasta układanego warstwami, orzechów (włoskich, migdałów, pistacji), polany polewą w skład której wchodzi woda, cukier i sok cytrynowy. Lody zaś trochę różnią się od naszych – mają konsystencję podobną do naszych krówek ciągutek. Baklava sama w sobie stanowi ucztę dla podniebienia (choć niektórzy twierdzą, że jest za słodka), natomiast z lodami tworzy prawdziwie niezapomniany duet. Mmmmm…

KluseczkiOLYMPUS DIGITAL CAMERA

I jeszcze dwie potrawy, które pobiły moje podniebienie i żołądek, ale niestety nie pamiętam ich nazw. Pierwszą były KLUSECZKI. Kształtem przypominały nasze kluski śląskie. Smakowały jednak zupełnie inaczej i przede wszystkim były lżejsze. Podawane są z warzywami (głównie pomidorami, ogórkiem i nacią pietruszki). Drugą były małe ROLADKI z kurczakiem na ostro. Do tego dodana była oczywiście piekielnie ostra papryczka, po ugryzieniu, której gwałtownie kurczy się gardło, łzy ciekną z oczu i ma się wrażenie, że z powodzeniem można konkurować z Bazyliszkiem w zianiu ogniem na odległość. Podejrzewam,że nazwa była związana z czymś w stylu mini tavuk döner, ale pewności nie mam.Opuncja

Adana to też  pyszne owoce i soki. Właśnie tu po praz pierwszy w życiu jadłam owoce OPUNCJI. Początkowo patrzyłam trochę nieufnie na handlarzy, którzy w grubych gumowych rękawicach nawoływali aby spróbować dziwnie wyglądających owoców z kolcami. Opuncje zawsze rozkładane są na lodzie, lód zaś na rozklekotanych wózkach. No cóż. Nie wygląda to wszytko zachęcająco. Pewnego dnia jednak podjęłam ryzyko, kupiłam, spróbowałam i się zakochałam w ich smaku. Słodkie, soczyste, lekkie i orzeźwiające…

Poza opuncjami są ARBUZY. Arbuz – owoc znany i lubiany. Nic w sumie szczególnego. Jednak arbuzy z Cylicji są najlepszymi arbuzami, jakie do tej pory jadłam. Być może to był tylko efekt upałów, że pałałam miłością do wszystkiego co zimne. Możecie mi jednak wierzyć  lub nie, ale schłodzony arbuz w duszne, upalne popołudnie jest tym, co tygrysy kochają najbardziej. Co więcej, mają tych owoców tam tak dużo, że w niektórych restauracjach i pubach są podawane za darmo. Zdziwienie kelnera, gdy chciałyśmy z koleżanką zamówić tacę z pokrojonym arbuzem (widziałyśmy, że inni jedzą) było nie do opisania. Patrzył na nas jakbyśmy spadły przynajmniej z księżyca. Gdy wskazałyśmy stolik na którym leżały arbuzy (myślałyśmy, że nas nie rozumie), jego oczy zrobiły się jeszcze większe. W końcu pomamrotał coś pod nosem, poszedł i przyniósł nam to, o co prosiłyśmy. Proporcjonalne do jego zdziwienia było nasze, gdy objedzone i szczęśliwe poprosiłyśmy o rachunek i zobaczyłyśmy że jest pusty! Nie chcieli wziąć od nas nawet pięciu kuruş, ponieważ arbuzy są u nich bezpłatnym dodatkiem do fajki wodnej!!!

Najcudowniejszym zaś miejscem w całym mieście był Kazım Büfe. Chodziłam tam codziennie po pracy i piłam świeży sok czereśniowy, sok pomarańczowy, lemoniadę i tam też oczywiście skusiłam się na pamiętne dwie szklanki muzlu süt. Było to miejsce szczególne (mam nadzieję, że stoi do dnia dzisiejszego) –niby zwykła budka-bufet przy ulicy, ale zawsze otoczona kolejką lub klientami kończącymi pić kolejną szklaneczkę soku lub koktajlu. Nawet nie chcę pamiętać, ile pieniędzy tam zostawiłam. To był nałóg 🙂

Na koniec dwie potrawy kontrowersyjne. Można je kochać i zajadać się nimi bez opamiętania lub można ich nie znosić i sama o nich myśl przyprawia człowieka o odruch wymiotny.

Pierwszą jest deser o egzotycznie brzmiącej nazwie BICI BICI (czyt. bidżi bidżi). Poza nazwą nic więcej nie zachwyca (przynajmniej mnie). Jest to po prostu skruszony, zwykły lód, pokrojony w kostkę krochmal (nişasta), kolorowana (podobno sokiem) woda, a wszytko posypuje się cukrem pudrem. Niektórzy dekorują wszytko plasterkami bananów. Otrzymuje się coś zimnego, nijakiego, wodnistego i bez smaku.

Bici Bici

Druga to ŞIRDAN czyli żołądek i kawałek jelita owcy wypełniony ryżem i przyprawami. Najbardziej smakuje w nocy, na przykład w drodze powrotnej z imprezy do domu. Temat şırdanu przewijał się przez cały mój pobyt w Adanie. Wszyscy pytali z szerokim, tajemniczym uśmiechem: Widziałaś już? Próbowałaś? W końcu pewnego wieczora poszłam i oczom moim ukazał się taki oto niezwykły widok:

Sirdan

Kupiłam jedną sztukę. Zrobiłam sobie pamiątkowe zdjęcie (konieczność!), spróbowałam jak smakuje nadzienie czyli ryż, samego żołądka zaś tknąć nie mogłam nie mówiąc już o przełykaniu.

Sirdan

Ostatnio napisałam, że Adanę można zwiedzić w jeden dzień, ale tak naprawdę trzeba tam jechać na minimum dwa dni i przynajmniej połowę czasu poświęcić na jedzenie i odpoczynek po uczcie 😉

Advertisements

Dyskusja

Brak komentarzy.

Skomentuj

Wprowadź swoje dane lub kliknij jedną z tych ikon, aby się zalogować:

Logo WordPress.com

Komentujesz korzystając z konta WordPress.com. Log Out / Zmień )

Zdjęcie z Twittera

Komentujesz korzystając z konta Twitter. Log Out / Zmień )

Facebook photo

Komentujesz korzystając z konta Facebook. Log Out / Zmień )

Google+ photo

Komentujesz korzystając z konta Google+. Log Out / Zmień )

Connecting to %s

Archiwum

%d blogerów lubi to: