you're reading...
Ludzie, Miejsca

Podróże małe i duże – Adana

Luty minął. Wiosna zaczyna dawać się we znaki. Z oknem świeci piękne słońce, na termometrach słupek rtęci podskakuje czasami nawet do 20°C, a na drzewach pojawiły się już pierwsze kwiaty. O odgłosach romansujących pod oknami kotów nawet nie wspominam. Mój czas dzielę między Coşkunöz, lekcje tureckiego, nauczanie angielskiego i do tego ostatnio doszło dawanie prywatnych lekcji polskiego. Na nic ogólnie nie mam czasu, więc nic też szczególnie ciekawego się nie dzieje, o czym warto byłoby napisać. Postanowiłam więc zacząć uszczęśliwiać Was wspomnieniami z moich tureckich wojaży.

OLYMPUS DIGITAL CAMERAWszytko zaczęło się przypadkowo. Miała być Rosja, w najgorszym przypadku kraj rosyjskojęzyczny. Marzyłam o tym, aby przypomnieć sobie i podszlifować rosyjski, którego kiedyś uczyłam się w podstawówce. Tam jednak ciekawych praktyk nie było, a jak już się takie znalazły, to były daleko za Uralem i na bilet nie było mnie stać. Turcja za to wyglądała dość interesująco i przede wszystkim taniej. Nigdy wcześniej w tym kraju nie byłam, za wiele o nim nie wiedziałam, wiec dlaczego nie polecieć tam na dwa miesiące? Adana też wydawała się dość egzotyczna, w dodatku położona blisko Morza Śródziemnego – miasto w sam raz na wakacyjne praktyki.

I tak oto 12.07.2009 roku około godziny ósmej rano przybyłam do Adany. Wysiadłam z samolotu i poczułam się jakbym znalazła się w szklarni. Uderzyła we mnie fala gorącego, wilgotnego powietrza. Po kilku minutach pot lał się ze mnie strumieniami, a włosy pod wpływem wilgoci zaczęły przypominać plantację koperku porażoną piorunem. Tak też miało być przez dwa następne miesiące. Słupki rtęci codziennie wskazywały ponad 35°C. Deszcz padał tylko raz i była to ulewa takiego kalibru, że ulice zmieniły się w rwące strumyki. Początkowo naiwnie wierzyłam, że deszcz spowoduje przynajmniej krótkotrwałe ochłodzenie. Było zupełnie odwrotnie – zrobiło się jeszcze bardziej duszno. Pociłam się siedząc, jedząc, śpiąc nie mówiąc już o jakimkolwiek większym wysiłku. Ogólnie ujmując – zdychałam z gorąca. Nie pomagały zimne soki, schłodzona woda, lody z baklavą ani prysznic trzy razy dziennie. Wytchnienie dawało jedynie włączenie klimatyzacji. Ta jednak była zainstalowana tylko w niektórych pomieszczeniach. Do tej pory, gdy mówię, że zaczęłam poznawać Krainę Kebabu zaczynając od lipcowej i sierpniowej Adany rodowici Turcy kiwają z uznaniem głowami, dziwiąc się jednocześnie jak udało mi się tam przeżyć – dziewczynie z zimnego, północnego kraju.

Zamieszkałam w apartamentowcu na jedenastym piętrze z pewną przesympatyczną turecką rodziną, która rzeczywiście traktowała mnie jak kogoś bliskiego. Mogę uważać się za szczęściarę, że trafiłam właśnie na nich. Przyjacielscy, otwarci, opiekuńczy i w dodatku prawie wszyscy mówili po angielsku. Zorganizowali dla mnie wypad w góry, nauczyli gotować kawę po turecku, zaprosili mnie na cudowne śniadanie nad jeziorem i kolację, podczas której zjedliśmy metrowy (!) kebab. Najstarszy z rodzeństwa – Anıl (mój domowy manager) nauczył mnie pić rakı i przekazał wszelkie wskazówki związane z tym rytuałem. Dziewczyny, Aysu i Semoş, zabierały mnie ze sobą na cotygodniowe wróżenie z fusów i na ciastka. Mogłabym jeszcze bardzo długo wymieniać, jacy byli fajni.

OLYMPUS DIGITAL CAMERAOLYMPUS DIGITAL CAMERA OLYMPUS DIGITAL CAMERA

Początkowo uczyłam angielskiego w renomowanym (czyt. drogim) przedszkolu. Dzieciaki oprócz typowych zajęć i zabaw miały zapewnione takie atrakcje jak basen, lekcje tenisa i jazda konna. Cóż mogę powiedzieć – było miło, dzieci były przesłodkie i przeurocze. Dowiedziałam się jednak o sobie jednej bardzo ważnej rzeczy – nie mogłabym być przedszkolanką oraz nie mogę mieć zbyt dużo dzieci. Tyle w tym temacie.

Exif_JPEG_PICTUREExif_JPEG_PICTURE Exif_JPEG_PICTURE

Jako że przedszkole było czynne tylko w lipcu, znaleziono mi nowe miejsce pracy. Była nim Izba Handlu w Adanie. Było to dla mnie wybawienie. Od tej pory siedziałam w chodnym, klimatyzowanym biurze i poznawałam tajniki działania tureckiego urzędu. Segregowałam dokumenty, wklepywałam do bazy danych różne dane dotyczące eksportu (mój dział był odpowiedzialny za eksport). Tym sposobem dowiedziałam się co głównie Adana wysyła za granice, do jakich krajów i w jakich ilościach. Dodatkowym bonusem było przyswojenie sobie tureckich nazw poszczególnych państw. Ku mojemu zdziwieniu dowiedziałam się na przykład, ze Grecja to Yunanistan, Egipt to Mısır, Albania to Arnavutluk, a poczciwe Maroko to Fas.

dworzec kolejowy OLYMPUS DIGITAL CAMERA

Cóż można powiedzieć o Adanie? Pierwsze skojarzenie związane jest z pogodą, ale o tym już pisałam. Co więcej? To piąte pod względem wielkości miasto Turcji (1,7 mln mieszkańców). Położone na żyznej Nizinie Cylicyjskiej, na której można zobaczyć rozlegle sady cytrynowe i pomarańczowe, pola bawełny oraz uprawy oliwek. Jest to jeden z największych rolniczych ośrodków kraju. Oprócz tego dobrze rozwinął się przemysł tekstylny, co jest oczywiście związane z okoliczną uprawą bawełny. Jest lotnisko, jest dworzec autobusowy i jest, co bardzo rzadkie w Turcji, dworzec kolejowy. I tu mam ciekawostkę dla fanów Jamesa Bonda i najnowszego Skyfall – sceny pościgu wzdłuż torów i bijatyka na wagonach były kręcone własnie w Adanie.

Mają też chyba najbardziej malowniczo na świecie położoną uczelnię wyższą – Uniwersytet Çukurova. Uniwersytet usytuowany jest na wzgórzu otoczonym wodą w kolorze turkusu. Studiowanie tam musi być podwójną przyjemnością…

Adana choć jest miastem z bardzo długą historią, ma niewiele zabytków czy miejsc godnych zobaczenia. Moim zdaniem o wiele ciekawsze i bogatsze w historyczne atrakcje są jej okolice, ale o tym napiszę innym razem. W mieście trzeba zobaczyć przede wszystkim: kamienny most Taşköprü zbudowany przez Rzymian w II w. n.e. zwany tez Mostem Hadriana; Sabancı Merkez Camii – największy meczet w Turcji. Wybudowany w stylu w otomańskim, otoczony aż sześcioma minaretami, oddany do użytku w 1998 roku. Może pomieścić 28 500 wiernych; park znajdujący się w pobliżu meczetu (Merkez Park) z wieża zegarową i Ogrodem Chińskim; Muzeum Archeologiczne; Muzeum Etnograficzne oraz liczne bardzo stare łaźnie i meczety (chociażby Ulu Cami czy Çarşı Hamam). Dla spragnionych wspomnień o Atatürku polecam Atatürk Park oraz Atatürk Museum.

Pokaz slajdów wymaga JavaScript.

Można powiedzieć, że jeden dzień na zwiedzanie Adany zupełnie wystarczy. Chociaż trzeba też uwzględnić czas potrzebny na doznania kulinarne. O nich będzie w następnym odcinku.

Adanę wspominam bardzo miło, chociaż chyba nie pokusiłabym się o ponowną wycieczkę latem. I jeżeli kiedykolwiek tam jeszcze pojadę, to wybiorę miesiące chłodniejsze np. grudzień lub styczeń gdy, o zgrozo, Dziadek Mróz szaleje, jest tylko + 12°C i wszyscy marzną.

Kończąc chciałam dodać, że wszystkie zdjęcia pochodzą z 2009 r. Od tego czasu mogło się coś w mieście zmienić.

Reklamy

Dyskusja

2 thoughts on “Podróże małe i duże – Adana

  1. !!
    Bardzo lubię Pani bloga. Jeśli tylko mogę, to bym zamówił u Pani rozwinięcie (nieczęstych [sic!]) wątków kulinarnych.

    pozdrawiam.
    K.C.

    Posted by broniesiejakos | 15/03/2013, 08:17

Skomentuj

Wprowadź swoje dane lub kliknij jedną z tych ikon, aby się zalogować:

Logo WordPress.com

Komentujesz korzystając z konta WordPress.com. Wyloguj / Zmień )

Zdjęcie z Twittera

Komentujesz korzystając z konta Twitter. Wyloguj / Zmień )

Zdjęcie na Facebooku

Komentujesz korzystając z konta Facebook. Wyloguj / Zmień )

Zdjęcie na Google+

Komentujesz korzystając z konta Google+. Wyloguj / Zmień )

Connecting to %s

Archiwum

%d blogerów lubi to: