you're reading...
Codzienność, Język

Keine Grenzen – przynajmniej w Turcji

Pewien mądry Ludwig z Austrii napisał kiedyś: Die Grenzen meiner Sprache bedeuten die Grenzen meiner Welt. Mówiąc po naszemu: Granice mojego języka oznaczają granice mojego świata. Można dyskutować długo o tym, co filozof miał na myśli, co zresztą namiętnie robiliśmy na zajęciach z teorii literatury. Ja jednak odniosę tę myśl do własnej sytuacji i do mojej marnej znajomości języka tureckiego. Co tu dużo mówić, mój turecki świat jest bardzo zawężony, co zresztą można wyraźnie zauważyć w moich wpisach. Wszytko o czym do tej pory czytaliście oparte jest na wiedzy zdobytej podczas tzw. obserwacji uczestniczącej i literatury głównie w języku polskim. Muszę przyznać, że jest mi trochę wstyd, że nie znam lepiej języka kraju, w którym jednak już trochę czasu spędziłam (podsumowując wszystkie moje dłuższe i krótsze wyjazdy to łącznie rok i miesiąc). Chociaż usprawiedliwiać może mnie fakt, że bardzo długo nie czułam potrzeby nauczenia się czegoś więcej niż podstawowe zwroty grzecznościowe typu: dziękuję, dzień dobry, przepraszam, do widzenia czy spier*****. Owszem, jako filologa interesował mnie ten język, ale raczej na płaszczyźnie brzmienia, logiki i historii. Raz nawet popełniłam wpis na ten temat. Nie miałam jednak ambicji, żeby jakoś specjalnie zgłębiać gramatykę i pilnie zapamiętywać słówka, a nawet nie śniłam o tym, żeby nauczyć się płynnego porozumiewania się.

moja turecka książka

Tak się jakoś wszytko poukładało, że oto na tego początku roku postanowiłam, że zapiszę się na kurs i w końcu zacznę się uczyć. Skoro już tu jestem, to mogę jakoś efektywnie wykorzystać czas, tym bardziej, że znajomość tureckiego może mi znacznie ułatwić życie pod wieloma względami – zarówno zawodowymi jak i osobistymi. Jak okazało się znalezienie kursu nie jest rzeczą łatwą. Niektóre szkoły językowe mają oczywiście w swojej ofercie naukę tureckiego jako języka obcego. Problem jest taki, że wszystkie lekcje odbywają się w godzinach porannych od poniedziałku do piątku, a ja przecież wtedy pracuję. W końcu udało się znaleźć kurs wieczorny i w ten sposób w poniedziałek miałam pierwszą lekcję. Od teraz przez trzy następne miesiące, trzy razy w tygodniu po pracy, przez dwie i pół godziny będę się pilnie uczyć tureckiego.

Trzymajcie jelita, abym nie straciła motywacji, aby mi się chciało, aby nauczycielka była surowa i wymagająca oraz żeby granice mojego tureckiego światka stawały się coraz bardziej rozległe i zasobne. Amen.

A oto czego m.in. uczyłam się na pierwszej lekcji 🙂

Reklamy

Dyskusja

Brak komentarzy.

Skomentuj

Wprowadź swoje dane lub kliknij jedną z tych ikon, aby się zalogować:

Logo WordPress.com

Komentujesz korzystając z konta WordPress.com. Wyloguj / Zmień )

Zdjęcie z Twittera

Komentujesz korzystając z konta Twitter. Wyloguj / Zmień )

Zdjęcie na Facebooku

Komentujesz korzystając z konta Facebook. Wyloguj / Zmień )

Zdjęcie na Google+

Komentujesz korzystając z konta Google+. Wyloguj / Zmień )

Connecting to %s

Archiwum

%d blogerów lubi to: