you're reading...
Codzienność, Ludzie

Edward Nożycoręki

Tuż przed Bayramem postanowiłam wybrać się do fryzjera. I nie dlatego, aby robić rewolucje na głowie i lepiej prezentować się podczas wyprawy nad Morze Egejskie czy wywrzeć wrażenie na rodzinie. Po prostu chciałam obciąć rozdwojone końcówki i skrócić grzywkę. Zeynep (siostra Omera) zaproponowała, że mnie zaprowadzi do swojego fryzjera, który może jest trochę dziwny, ale z pewnością to doświadczony, godny zaufania i przede wszystkim sprawdzony fachowiec.

Poszłyśmy, zadzwoniłyśmy domofonem. Drzwi otworzył sam mistrz. Mężczyzna około pięćdziesiątki, średniego wzrostu o figurze typowej dla większości panów w tym wieku czyli wielki brzuch i cienkie nóżki. Moje serce od razu podbił jego zaczerniony, sumiasty wąs, czupryna niczym węgiel delikatnie przygładzona żelem i miękkie, kocie ruchy. Zeynep przywitała się jak ze starym znajomym, po czym przedstawiła mnie. Ten zaś skłonił się nisko, jak rasowy muszkieter ujął moją dłoń, głośno ją cmoknął i powiedział: Bonjour Madame. W tym momencie nie wiedziałam czy się rozpłynąć czy ryknąć śmiechem. Najlepsze jednak dopiero miało nastąpić. Wzruszona powitaniem, usiadłam i grzecznie czekałam na swoją kolej. Po kilku minutach niespodziewanie do mnie podbiegł i zaczął szarpać moje włosy, to znaczy profesjonalnie je sprawdzać po czym stwierdził, że są one adekwatne do mojej sylwetki . To nie był komplement. Kolejnym etapem było mycie, tu pałeczkę przejęła asystentka – dziewczę młode i chyba trochę przerażone tym, że ma obsłużyć obcokrajowca. W przeciwieństwie do swojego szefa była do przesady delikatna i mycie mogłabym określić jako ‘bezdotykowe’.

I wreszcie punkt główny programu – strzyżenie. Posadził mnie przed lustrem, Zeynep dokładnie wytłumaczyła co i jak podciąć. Pokiwał głową: Tamam, tamam… (Dobrze, dobrze…), poszarpał trochę moje włosy i powiedział: Wstań! Wstałam posłusznie troszkę zdezorientowana. A on chodzi dokoła mnie, przerzuca moje włosy do przodu, do tylu, na prawo, na lewo. Tu ciach, ciach, tam ciach, ciach, ciach. Zrobił krok do tylu. Popatrzył, wrócił. Ciach, ciach, ciach, ciach, ciach, ciach… Nożyczki w jego dłoniach zwariowały. Ciach, ciach, ciach, ciach… Pamiętacie może taką scenę z filmu ‘Edward Nożycoręki’, kiedy główny bohater strzyże żywopłot? W tym momencie byłam tym właśnie żywopłotem. A przecież chodziło tylko o podcięcie końcówek! Szalone nożyczkowanie może trwało pięć, może siedem minut. Dla mnie jednak było to głębokie przeżycie komediowo-apokaliptyczne z domieszką fantasy. Rezultat? Idealnie podcięte końcówki, idealna grzywka. Na pożegnanie zostałam jeszcze raz ucałowana w rękę niczym hrabina czy baronowa i pożegnana jak na arystokrację przystało swojsko brzmiącym:  Merci. Adieu!

Uwaga!!! 1:11 -to właśnie ja 😀

Reklamy

Dyskusja

One thought on “Edward Nożycoręki

  1. Uwielbiam Twoje trzymające w napięciu historie z życia codziennego! Działają na wyobraźnię 🙂 ciach ciach ciach!

    Posted by Baza Germany | 12/11/2012, 22:52

Skomentuj

Wprowadź swoje dane lub kliknij jedną z tych ikon, aby się zalogować:

Logo WordPress.com

Komentujesz korzystając z konta WordPress.com. Wyloguj / Zmień )

Zdjęcie z Twittera

Komentujesz korzystając z konta Twitter. Wyloguj / Zmień )

Zdjęcie na Facebooku

Komentujesz korzystając z konta Facebook. Wyloguj / Zmień )

Zdjęcie na Google+

Komentujesz korzystając z konta Google+. Wyloguj / Zmień )

Connecting to %s

Archiwum

%d blogerów lubi to: