you're reading...
Język

Off yaaaaaaaaa czyli ja trochę turecki mówić ;D

Kiedyś obiecałam, że opiszę w jaki to sposób radzę sobie z językiem tureckim (jeżeli można powiedzieć, że sobie radzę).

Otóż niezrażona tym, że jest to język aglutynacyjny (czyli do morfemu dodaje się, przykleja afiksy, które w odróżnieniu od końcówek fleksyjnych nie są tak ściśle związane z rdzeniem ) postanowiłam rozpocząć naukę. Kupiłam sobie zeszyt, ołówek, znalazłam stronę z nauką tureckiego on-line i pełna wiary we własne siły, możliwości i zdolności przystąpiłam do zgłębiania tajemnic Türkçe.

Codziennie staram się uczyć czegoś nowego. Pilnie wpisuję nowe słówka do zeszytu, wsłuchuję się w rozmowy znajomych itp. Motywuje mnie przede wszystkim to, że chciałabym zrozumieć, co o mnie mówią (np. wiem, że w pracy plotkują o mnie dość często), chciałabym też wejść do sklepu czy restauracji i bez problemu złożyć zamówienie czy kupić dokładnie to, czego mi akurat trzeba (w tym przypadku widać już postępy), pogadać z sąsiadami czy w końcu móc sobie wpisać w CV „basic Turkish” (pracodawcy wymagają jakichś egzotycznych elementów w życiorysie typu zainteresowanie lepieniem garnków czy w wolnych chwilach melorecytacja Mahabharaty, mam nadzieję że nauka tureckiego w tym przypadku wystarczająco udziwnia tudzież czyni mnie osobą bardziej interesującą – jak kto woli ;P).

Można więc powiedzieć, że cały wszechświat mi sprzyja : motywacja jest, narzędzia (powiedzmy) są i jest… język turecki (pod dostatkiem, często w nadmiarze). I tu zaczynają się schody. Bo na przykład: chcę być miła i usłużna, więc pytam – Czy mogę Ci pomóc? Po turecku to będzie Yardım edebilirmiyim?” Pomijając kwestię wymowy (bo ona akurat w tureckim dla nas, Polaków, jest prosta) przyjrzyjmy się gramatyce. Na tym przypadku doskonale widać całą istotę aglutynacji. Czasownik pomagać brzmi – „yarım etmek”. A ja pytając wypowiadam “Yardım edebilirmiyim” gdzie ed- (rdzeń), -e- (wpływ haromii samogłoskowej), -bil- (móc), –ir- (czas teraźniejszy), -mi- (pytanie), -y- (znow harmonia), -im (końcówka osobowa). I teraz spróbujcie zapamiętać nie tylko, co trzeba dodać, ale także to, co dodajemy po czym!! Jak do tej pory jeszcze tego nie okiełznałam i myślę, że dużo wody przez Bosfor przpłynie zanim będę mogła swobodnie i bezbłędnie powiedzieć coś bardziej skomplikowanego.

Na szczęściejednak słwonictwo jest dość proste i łatwo je zapamietać przez skojarzenia np.

biber-pieprz,çiçek – kwiatek, erik – śliwka, küvet – wanna, cep – keszeń, moral – nastrój, kot pantolon – dżinsy, küpe – kolczyk (coś dla Dzikiej 1). Absolutnymi zaś hitami na mojej liście, ze względu na brzmienie są : şemsiye (czyt. szemsije) – parasol, güneş (czyt. günesz) – słońce, civciv (dżiwdżiw) –kurczątko, görültülü – hałaśliwy, bulutulu – pochmurny, kelebek – motyl i kuzu – baranek. I oczywiście stary,przywiezionyjeszcze z Adany zwrot “Şoyle boyle” (czyt. szojle bojle) – “tak sobie”. Kocham wypowiadać te słowa i podobnie jak w polskim “słonecznik” czy “czereśnie” pełnią one w moim życiu funkcję swoistego fetyszu.

Ale żeby nie było tak pięknie, że wszysko albo brzmi, albo się kojarzy istnieją słowa, króre są dla mnie prawdziwą zmorą. Powodem jest to, że brzmią podobnie, a oznaczają coś zupełnie innego. Zdarzyło mi się np. pomylić ciotkę ze strony ojca (hala) z dywanem (halı czyt. haly). Promlemy też mam z yatak (jatak) – łóżko, yarrak (jarak)- męskie genitalia w baaardzo ulicznym znaczeniu i yaprak (japtak)liść. Koledzy z pracy stwierdzili, żebym dla własnego dobra nigdy nie używała tych słów, bo nigdy nie wiadomo jaka będzie reakcja gdy np. poproszę o ch*** zamiast o liść sałaty;D. I to nie jedyne przykłady np. inek (krowa) i sinek (mucha); çatal (czyt. czatal)-widelec, çatlak (czatlak) – wariat i çatmak (czatmak) – zapalniczka; temiz – czysty, Temmuz – lipiec itd. Nie są one już tak zabawne chociaż narzekanie na krowy latające nad talerzem lub nazwanie kogoś skończonym widelcem też może mieć swój urok.

Na koniec chciałabym jeszcze opowiedzieć jak to nauka najlepiej wychodzi w praktyce. Kilka razy miałam sptawdzić w słowniku słówko “kawałek, część” ale zawsze zapominałam aż pewnego pięknego dnia wybrałam się na zakupy i zachciało mi się balkavy. Chciałam kupić 4 kawałki, ale oczywiście nie wiedziałam jak jest kawałek. Sprytna jestem przecież, więc użyłam słówek, które już znałam “dort baklava, lütfen” (4 baklavy proszę). Wydawało mi się do dość komunikatywne. Na co ekspedientka zrobiła oczy jak spodki i zapytała: „Dort kilo???” I zaczęła wyjmować największe pudło jakie miała. Na szczęście pani w kolejce za mną znała angielski i mi pomogła. Od tamtej pory pamiętam, że kawałek to „parça”. Dodam jeszcze, że 4 kilo, to wcale nie tak dużo, gdy ma się turecką rodzinę, a w niej ok 50 kuzynów. Mogli przecież przyjechać w odwiedziny. Ale to już kolejny temat, na kolejny wpis…

Reklamy

Dyskusja

Brak komentarzy.

Skomentuj

Wprowadź swoje dane lub kliknij jedną z tych ikon, aby się zalogować:

Logo WordPress.com

Komentujesz korzystając z konta WordPress.com. Wyloguj / Zmień )

Zdjęcie z Twittera

Komentujesz korzystając z konta Twitter. Wyloguj / Zmień )

Zdjęcie na Facebooku

Komentujesz korzystając z konta Facebook. Wyloguj / Zmień )

Zdjęcie na Google+

Komentujesz korzystając z konta Google+. Wyloguj / Zmień )

Connecting to %s

Archiwum

%d blogerów lubi to: