you're reading...
Codzienność, Obyczaje

Cuda i dziwy

Śmiem twierdzić, że Turcja dla przeciętnego Polaka jest krajem egzotycznym.

Drażni mnie jednak, gdy słyszę pytanie o to, dlaczego wybrałam taki dziki kraj (nie mylić z pojęciem dzikości wg Dzikich Bab) i czy nie boję się, bo przecież to Azja, Wschód i Trzeci Świat. Otóż nie. Po pierwsze to nie Trzeci Świat. Po drugie, nie boję się i chciałabym moimi wpisami udowodnić, że Turcja, nie jest aż tak odległa jak nam się wydaje. Obserwując ostatnie wydarzenia na Krakowskim Przedmieściu i zadymę wokół krzyża czasami odnoszę wrażanie, że jesteśmy mentalnie daleko za nią. Tu polityka i religia to dwie różne sprawy, chociaż obecny rząd Partii Sprawiedliwości i Postępu (AKP) z premierem Recepem Tayyipem Erdoğanem na czele usiłuje się tę granicę nieco zatrzeć. Niestety moje dotychczasowe wnioski mogę odnieść tylko do Adany, jej okolic, Bursy i Stambułu, czyli do wielkomiejskich środowisk, jednak mam nadzieję, że to przynajmniej trochę przełamie stereotypowe myślenie o Turcji. Muszę oczywiście dodać, że nie mogę się wypowiadać na temat wschodniej części państwa, bo tam nie byłam (jeszcze),ale Turcja to nie tylko wschód – a to głównie dzięki niemu przypina się całemu krajowi etykietę biedy i zacofania. Nie chcę pisać tu również o miejscach typowo turystycznych, bo to znów zupełnie inna bajka – sztuczny świat stworzony ku uciesze i zaspokojeniu potrzeb „bogatych europejczyków”. Miałam to szczęście, że nie trafiłam do miejsc, do które są turystyczną Mekką Turcji tj. np. Izmir czy Antalya. Owszem w Bursie jest co oglądać, bo była to przecież pierwsza stolica Imperium Osmańskiego, lecz turystów jest tu raczej mało. Jeżeli już są – to głównie z innych krajów muzułmańskich, a to wszystko dzięki bardzo licznym, starym meczetom i grobowcom pierwszych Otomanów. Tu warto jeszcze zaznaczyć, że Bursa mimo, że leży w północno-zachodniej części kraju jest miastem bardzo konserwatywnym. Znacznie częściej niż w Adanie, która uchodzi raczej za „wschód” spotyka się kobiety w chustach i burkach, rodziny są bardziej tradycyjne, zwraca się większą uwagę na to, co przystoi, a co nie. Adana jest wielkim ośrodkiem rolniczo-przemysłowym i prawdopodobieństwo spotkania tam turysty było takie samo jak u nas, powiedzmy w Kaliszu ( z tym że Kalisz nie ma ok. 2 mln mieszkańców). Czasami ktoś jadąc do Aleppo (Syria) zatrzymał się aby odpocząć i coś zjeść, ale nie widziałam tam ani jednego autokaru ze zorganizowaną wycieczką. I właśnie dzięki temu mogę powiedzieć, że poznaję prawdziwą Turcję (jeżeli można mówić o czymkolwiek, że jest prawdziwe). Myślę też, że po 49 dniach w Adanie, 6 w Istambule i 46 w Bursie mogę nieśmiało zacząć opisywać ten kraj.

Zacznę może od rzeczy, które mnie najbardziej uderzyły po przyjeździe tutaj – szczególne obyczaje na drogach.

Kierowcy – można ich porównać z czystym sumieniem do morderców tudzież szkodliwych wariatów. Nie zważają na nic i nikogo. Pieszy jest tylko pieszym i w dodatku nie ma samochodu! On (kierowca) zaś ma samochód i właśnie dlatego rządzi. Co więcej, pasy dla przechodniów raczej nie istnieją, a jeżeli już to jest to zbytek. Światła oczywiście są. Jeżeli po przeciwnej stronie znajduje się samochód to należy to uszanować, bo inaczej można zniszczyć swój wóz, jeżeli pieszy- można jechać, a nawet trzeba go zignorować, bo inaczej usłyszy się za sobą trąbienie, że droga wolna a samochód nie rusza. Zresztą używanie klaksonu jest tu na porządku dziennym, tak samo naturalnym dla kierowcy i tak samo częste jak wciskanie sprzęgła czy hamulca. Pasy ruchu istnieją, ale równie dobrze mogłoby ich nie być. Nikt by tego nie zauważył. Kierowcy często jadą dwoma jednocześnie, bo przecież nie można pozwolić by ktoś ich wyprzedził. Kireunkowskazów raczej nie używają, no przecież po co? Co ciekawe, bardzo rzadko można natknąć się na poobijane samochody. Wręcz przeciwnie – wszystkie lśnią i pachną, są wypolerowane, wychuchane, dopieszczone i nowe. Rzadko też, przynajmniej w Bursie ,można zobaczyć grata. Większość to samochody nowe, z klimatyzacją i wszystkimi innymi udogodnieniami. Kierowca turecki wszędzie wjedzie, zaparkuje w każdym miejscu a później z niego wyjedzie i to wtedy, kiedy będzie chciał(byłam dość ekstremalnych sytuacji, wyczynów wręcz zapierających dech w piersiach). I oczywiście najważniejsza rzecz – nagłośnienie. Prawdziwy turecki mężczyzna kocha decybele. Im ich więcej- tym lepiej i większe prawdopodobieństwo zwrócenia uwagi na siebie i swój wóz, tym bardziej wtedy, gdy chodnikiem idzie jakaś fajna panna. Turco disco tudzież jakiś zachodni dyskotekowy przebój w takich sytuacjach okazują się niezastąpione.

Jeszcze rzecz o pieszych- są tak samo niesubordynowani jak kierowcy. Trudno zresztą im się dziwić, bo każde przejście przez ulicę wiąże się ze wzrostem adrenaliny we krwi i walką o przetrwanie. Toteż sprawa jest prosta. Nie ma przejść, więc przechodzą dosłownie w każdym miejscu, ba ,nawet przebiegają przed samochodem policji tuż przy znaku zakazu przekraczania ulicy. Nikogo to nie dziwi. Nie ponoszą za to żadnej kary. Nie liczą na cuda, ze samochód się zatrzyma i ich łaskawie przepuści.

Ulica jest bowiem jak dżungla – przeżyje silniejszy, szybszy lub sprytniejszy.

Reklamy

Dyskusja

Brak komentarzy.

Skomentuj

Wprowadź swoje dane lub kliknij jedną z tych ikon, aby się zalogować:

Logo WordPress.com

Komentujesz korzystając z konta WordPress.com. Wyloguj / Zmień )

Zdjęcie z Twittera

Komentujesz korzystając z konta Twitter. Wyloguj / Zmień )

Zdjęcie na Facebooku

Komentujesz korzystając z konta Facebook. Wyloguj / Zmień )

Zdjęcie na Google+

Komentujesz korzystając z konta Google+. Wyloguj / Zmień )

Connecting to %s

Archiwum

%d blogerów lubi to: