you're reading...
Ludzie, Miejsca, Obyczaje

turecka gościnność

O tym jak niezwykli potrafią być tutaj ludzie po raz kolejny przekonałam się w tę sobotę.

W piątek z Wei Wei dowiedziałyśmy się, że AIESECerzy wybierają się na kongres do Izniku. Jako, że jesteśmy tu dość popularne (patrz wpis : „Gwiazdą być” :P) dostałyśmy propozycję, że możemy się z nimi zabrać, bo mają dwa wolne miejsca. Oczywiście ani Supera Abla (tak mnie nazywają w AIESC-u dosł. Supera Starsza Siostra) ani Rabbit czyli Wei Wei nie miałyśmy ochoty uczestniczyć w jakimś kongresie, ale stwierdziłyśmy, że zwiedzić Iznik nie zaszkodzi, a tym bardziej wtedy, gdy mamy darmowy transport.

W sobotę wczesnym rankiem wyruszyłyśmy więc w drogę. Iznik dziś to małe miasteczko położone nad jeziorem o takiej samej nazwie. W przeszłości nosił nazwę Nikea (Nicea) i był dość ważnym miejscem na mapie. Odbyły się tu dwa sobory (w roku 325 i 787). Na jednym z nich (tym pierwszym) ustanowiono „Credo nicejskie”, które do dziś odmawiamy w kościele jako wyznanie wiary.

Trochę później miasto zostało zdobyte przez Turków (1331r.) i zaczęło być znane w całym Imperium Osmańskim z produkcji ceramiki.

To tyle historii. Podsumowując – można tam zobaczyć 3 stare kościoły (a raczej to, co z nich zostało), kilka meczetów, teatr rzymski, pozostałości murów miejskich, jezioro i ładne talerze.

Jako pierwszy punkt do zwiedzania wybrałyśmy bazylikę Aya Sofia (nie mylić z tą w Stamule) z racji tego, że znajduje się w centrum, zaraz obok przystanku gdzie nas wysadzono. Bazylika jak bazylika – kilka średnio zachowanych fresków i baptysterium. 10 minut oglądania.

Co dalej? Wyszłyśmy na zewnątrz i przy rozłożonej mapie obmyślałyśmy kierunek zwiedzania. W tym momencie podeszła do nas kobieta w średnim wieku i zagadnęła coś po turecku. Domyśliłyśmy się, że chce nam pomóc i pyta, gdzie chcemy iść. Nie zastanawiając się długo wybrałyśmy rzymski teatr. Znów coś powiedziała po turecku oczywiście i skinęła, żebyśmy szły za nią, co też uczyniłyśmy. Po drodze zadawała nam pytania skąd jesteśmy, co robimy w Turcji, ile mamy lat itp.(to przynajmniej zrozumiałyśmy). Mówiła też coś o mieście i opowiadała o meczetach, które mijałyśmy po drodze. Niestety mało co z tego rozumiałyśmy, ale uśmiechając się od ucha do ucha kiwałyśmy głowami, że chwytamy sens wypowiedzi, co zresztą było prawdą. Po ok. 15 minutach dotarłyśmy do czegoś, co z daleka wyglądało na dzikie wysypisko śmieci lub opuszczoną budowę. Okazało się, ze to jest właśnie teatr rzymski!!!

Kobieta pokazała nam „tajne wejście” na obiekt zabytku, czyli dziurę w siatce i podążając za nią chyżo przeskakiwałyśmy przez koleje przeszkody w postaci bloków skalnych, potłuczonych butelek, porozrzucanych folii i papierów. Przeżycie dość surrealistyczne, bo nie dosyć, że „włamałam się na teren zabytku” przeciskając się przez dziurę w siatce, to jeszcze moim przewodnikiem była kobieta w chuście nie mówiąca po angielsku, która się tym zbytnio nie przejmowała i cały czas opowiadała o tym co mijamy. Muszę przyznać, że ten typ zwiedzania o wiele bardziej mi się podoba niż deptanie po piętach innym turystom w zatłoczonych, „wartych zobaczenia” miejscach . Jedyną rzeczą, która mnie drażniła to wszechobecne śmieci. Ludzie w tym kraju niestety traktują przestrzeń publiczną tak, jakby do nich nie należała. Domy zawsze lśnią czystością (przynajmniej te, w których byłam), natomiast ulice, rowy, parki i lasy toną w śmieciach. Do tej pory uważałam, że Polacy nie potrafią myśleć i zanieczyszczają wszystko dookoła, ale to ,co zobaczyłam tutaj przechodzi wszelkie pojęcie. W porównaniu do nich jesteśmy bardzo EKO. Mogłabym jeszcze długo prawić o tym, jak to dziwi wszystkich, że zawsze wyrzucam papierki do kosza albo jak nadprzyrodzonym prawie zjawiskiem jest tu moja materiałowa torba na zakupy, ale to temat na inny wpis.

Wróćmy do naszego Roma Theater. Po obejściu całego obiektu, wciśnięciu się w ciemne zakamarki korytarzy, zrobieniu kilkunastu zdjęć nasza przewodniczka zaprosiła nas do swojego domu na herbatę. Byłyśmy całkowicie zszokowane, bo przecież kobieta nas nie zna, nie wie kim jesteśmy, nie rozumie co mówimy i zaprasza nas do siebie! Niegrzecznie byłoby odmówić, więc przyjęłyśmy zaproszenie. Mieszkała nieopodal, w bardzo skromnym dwupokojowym mieszkaniu. Usadziła nas na kanapie i poszła przygotowywać tradycyjną turecką çayı. My zaś zaczęłyśmy zastanawiać się o czym by tu z nią pogadać wykorzystując nasz bardzo podstawowy turecki i przypomniałyśmy sobie, z przecież mamy komórki, a w nich zdjęcia naszych mam! Rodzina – to jest temat dość rozległy, ciekawy i nie wymagający skomplikowanego słownictwa, a w dodatku miałyśmy pomoce dydaktyczne w postaci naszych telefonów. Po chwili pojawiła się nasza gospodyni lecz zamiast herbaty niosła tacę z owocami, ciastkami, colą i tradycyjną w tych okolicach przekąską w postaci ryżu z przyprawami zawijanego w liście winorośli (pycha…). Herbata jeszcze nie była gotowa. Włączyła arabską muzykę, która jest „çok güzel” (piękna), zapaliła papierosa, zachęciła do jedzenia i zaczęłyśmy rozmawiać o rodzinie. Temat okazał się strzałem w dziesiątkę. Pani ma 42 lata i dwoje dzieci – syna i córkę. Syn ma 22 lata i jest w wojsku, córka jest o dwa lata młodsza i pracuje w Bursie. Tych informacji jesteśmy pewne, reszta to w dużej mierze nasze domysły, więc nie będę ich tu przedstawiać. Później wypiłyśmy herbatę. Pokazałyśmy na mapie, co jeszcze chcemy zobaczyć. Zrobiłyśmy pamiątkowe zdjęcia, podziękowałyśmy i pożegnałyśmy się. Dalej poszłyśmy zwiedzać już same. Do tej pory jesteśmy pod wrażeniem tej kobiety. Wiele razy spotkałam się z gościnnością (nie tylko tu w Turcji, ale również w Polsce). To jednak było coś, co przebiło moje dotychczasowe doświadczenia. W takich momentach zaczyna się wierzyć, że człowiek jest jednak dobry.

Advertisements

Dyskusja

Brak komentarzy.

Skomentuj

Wprowadź swoje dane lub kliknij jedną z tych ikon, aby się zalogować:

Logo WordPress.com

Komentujesz korzystając z konta WordPress.com. Log Out / Zmień )

Zdjęcie z Twittera

Komentujesz korzystając z konta Twitter. Log Out / Zmień )

Facebook photo

Komentujesz korzystając z konta Facebook. Log Out / Zmień )

Google+ photo

Komentujesz korzystając z konta Google+. Log Out / Zmień )

Connecting to %s

Archiwum

%d blogerów lubi to: