you're reading...
Gwiazdorzenie, Inne

Gwiazdą być…

Drugi dzień w Bursie miałam przeznaczyć na tzw. poznawanie otoczenia.

Od samego rana  więc wybrałyśmy się z Perrine do biura AIESEC. Dzielnie wyszłyśmy poszukać budki, gdzie mogłabym kupić bilet i oczywiście jej nie znalazłyśmy. Natknęłyśmy się jednak na przystanek Pierrine wpadła na fantastyczny pomysł, że przecież ma kartę miejską i może za mnie zapłacić. Plan rzeczywiście byłby świetny, gdyby nie to, że kartę zostawiła w domu, o czym przypomniało jej się dopiero, gdy chciała ją przystawić do czytnika. Chciałyśmy kupić bilet u kierowcy, ale to niestety jest tutaj niemożliwe. Usiadłyśmy więc jak ostatnie sieroty przy kierowcy i czekałyśmy na moment, kiedy będzie kazał nam wysiąść. Po kilku minutach podszedł do nas starszy pan i powiedział, żebyśmy się nie martwiły i zapłacił za nas swoją kartą . Gdy chciałyśmy mu oddać pieniądze, odmówił i życzył nam tylko udanych wakacji. Zdębiałyśmy. Rozejrzałam się dookoła, a kilka osób uśmiechało się do nas szeroko i potwierdzająco kiwało głowami. Co za kraj!! Spróbujcie wyobrazić sobie coś podobnego w Polsce. Później miałam podobną sytuację w antykwariacie, gdy chciałam kupić mapę Bursy. Sprzedawca stwierdził, że to prezent i nie chciał za nią żadnych pieniędzy, podczas gdy podobna mapa dwa sklepy dalej kosztowała 10 TL!!!

Oprócz tego zostałam gwiazdą AIESECu w Bursie (albo raczej została nią moja wiza). Sic! Kto wie czy nazwisko S. nie znajdzie się kiedyś w encyklopedii;) Pamiętacie pewnie moje problemy związane z wiza i pozwoleniem o pracę. To nie był koniec historii. Trzy dni przed wyjazdem (tym drugim) dostałam kolejną wiadomość, która brzmiała mniej więcej tak: „M, jedź proszę jeszcze raz do ambasady i poproś jeszcze raz o wizę AIESEC. Poproś, żeby koniecznie dopisali AIESEC. Wysłaliśmy już tam wszystkie dokumenty, kilka razy dzwoniłem i rozmawiałem z nimi. Powinni się zgodzić. Jeżeli tego nie będziesz mieć, nie dostaniesz pozwolenia od Policji.” Czyli w wolnym tłumaczeniu nie masz po co przyjeżdżać jeżeli tego nie dopiszą. W piątek przed wylotem po raz kolejny odwiedziłam ambasadę i konsul się zgodził!!! Jako pierwsza w Polsce dostałam wizę pt. „AIESEC INTERNSHIP”. Oczywiście cieszyłam się, ale to co panowało po moim przyjściu do biura to była prawdziwa radość. Wszyscy wiedzieli, że to TA M. od wizy. Mało tego, pamiętali moje nazwisko. Wiza za została trzykrotnie ucałowana, zeskanowana i robiono sobie z nią zdjęcia pamiątkowe. Dodatkowo musiałam opowiedzieć jak tego dokonałam i co jeszcze w ambasadzie naopowiadałam, że się jednak zgodzili, a na koniec wszyscy przepełnieni radością poszliśmy na turco-disco.

Kochani, per aspera ad astra – to jest przepis na sukces, przynajmniej w KK !! ;D

Advertisements

Dyskusja

Brak komentarzy.

Skomentuj

Wprowadź swoje dane lub kliknij jedną z tych ikon, aby się zalogować:

Logo WordPress.com

Komentujesz korzystając z konta WordPress.com. Log Out / Zmień )

Zdjęcie z Twittera

Komentujesz korzystając z konta Twitter. Log Out / Zmień )

Facebook photo

Komentujesz korzystając z konta Facebook. Log Out / Zmień )

Google+ photo

Komentujesz korzystając z konta Google+. Log Out / Zmień )

Connecting to %s

Archiwum

%d blogerów lubi to: